Mateusz Ryczek

Mateusz Ryczek

kompozytor, pianista

WYWIAD

Ja jestem długo brzemienny, ale szybko rodzę czyli rozmowa z Mateuszem Ryczkiem, autorem utworów zajmujących pierwsze miejsca w rozmaitych konkursach. Kompozytorem, który po zakończeniu studiów będzie się zastanawiał „w jaki sposób zarobi na życie będąc kompozytorem wiernym swoim przekonaniom, a nie sprzedającym się komercji”.

Marcela Więckowska: Jak oboje wiemy, jesteś wspaniałym pianistą i kompozytorem…

Mateusz Ryczek: (Śmiech) Nie jestem ani wspaniałym pianistą ani wspaniałym kompozytorem.

MW: Ale starasz się.

MR: Nie, tzn. jeśli chodzi o bycie kompozytorem to się staram, a jeśli chodzi o bycie pianistą to jestem nieczynny.

MW: I to jest moje pierwsze pytanie, dlaczego zdecydowałeś się na przyszłość kompozytora, a nie pianisty? Dlaczego nie rozwijałeś się w kierunku gry na fortepianie?

MR: Rozwijałem się w tym kierunku do dyplomu szkoły muzycznej drugiego stopnia, ale wiele lat przed dyplomem już widziałem, że moją pasją jest tworzenie muzyki.

MW: Skąd w ogóle wzięła się taka myśl, żeby zostać kompozytorem? Usłyszałeś jadący pociąg i stwierdziłeś, że to coś wspaniałego, czy to było nagłe olśnienie?

MR: Wzięło się to z głębokiego dzieciństwa na pewno, rzeczywiście tak jak mówisz, znajdowałem różne dziwne dźwięki. Potrafiłem godzinami uderzać kamieniem o rury czy słuchać wiatru, ale nie wiedziałem, że zostanę kompozytorem. Budowałem także budowle z klocków lego i znajdowałem różne inne sposoby tworzenia (śmiech), ale jednak przez całe swoje życie coś tam tworzyłem. Malowałem też obrazy farbkami, ale gdy poszedłem do szkoły muzycznej, bo narodziła się pewna pasja grania na fortepianie, okazało się, że umiem improwizować, że dobrze się w tym odnajduję i że to jest świetne medium.

MW: A czy to było tak, że pomysł na pianino to był Twój pomysł czy rodzice podjęli decyzję za Ciebie?

MR: Nie, absolutnie to był mój pomysł. Późno poszedłem do szkoły muzycznej, bo w 6 klasie podstawówki. Wcześniej sam uczyłem się grać na fortepianie i to był tylko mój pomysł, a rodzice, chwała Bogu i im za to, popchnęli mnie w tym kierunku kiedy zobaczyli, że to jest moja pasja.

MW: Czyli nie było Ci później szkoda, że inni się bawią, a Ty…

MR: Ale ja się bawiłem!

MW: Muzyka też była dla Ciebie zabawą.

MR: Tak, ale ja oczywiście grałem bardzo dużo w piłkę, to nie kolidowało z moimi zajęciami.

MW: Nie było tak, że 24h/dobę fortepian i ćwiczenia?

MR: Nie, wręcz za mało ćwiczyłem i nigdy tego nie żałowałem. Też nie żałowałem tego, że zamiast grać jakieś nudne ćwiczenia, po raz miliardowy wykonywać Bacha, gdzie już mamy setki genialnych wykonań, ja sobie improwizuję i zajmuję się jakimiś innymi rzeczami, które mnie ciekawią. Byłem zdziwiony, że pani na lekcjach fortepianu się denerwuje, że nie umiem perfekcyjnie zagrać skomplikowanej fugi, a za to wole improwizować bądź pójść z kolegami pograć w piłkę. Teraz widzę tego pozytywne efekty, mam szersze horyzonty niż jak gdybym grał po 8 h i był teraz świetnym wykonawcą. Nie wiem po co by mi to w ogóle było, chyba bym zarabiał lepsze pieniądze (śmiech).

MW: Widać to Twoje improwizowanie przyniosło dobre skutki, bo wygrałeś już kilka konkursów.

MR: Tak, ale nie przywiązuje do tego większej wagi, to są po prostu sprawy, które mnie w jakimś stopniu promują, kwestia materialna jest nieważna. Oczywiście, jest ważne, że miałem za co żyć, chociaż nie wygrałem nigdy jakiś wielkich pieniędzy.

MW: Jeszcze.

MR: Jeszcze nie (śmiech), ale nie dlatego piszę utwory na konkursy. Niezmiernie rzadko zdarza mi się pisać w celach czysto zarobkowych, ale to jest moje rzemiosło i w ten sposób można zarabiać, jednak raczej podchodzę do konkursu ambicjonalnie i często piszę utwory na konkursy, w których nagrodą jest wykonanie, a to jest prestiż.

MW: W mediach wyczytałam, że wygrałeś konkurs na dzwonki.

MR: Ludzie właśnie często mylą, to nie był żaden konkurs. Co roku, przy wrocławskich festiwalach muzyki współczesnej Musica Electronica Nova oraz Musica Polonica Nova, (są dwa festiwale, które są wymiennie co 2 lata) jest festiwal dzwonków komórkowych. Zdarzyło się, że mój dzwonek był najczęściej ściągany podczas festiwalu. W tym roku także napisałem kilka dzwonków, dla zabawy, bo to fajna sprawa.

MW: Fajnie, że w coś takiego też się angażujesz, a nie tylko w górnolotne i ambitne sprawy.

MR: O, te górnolotne… ja do tego tak nie podchodzę, że to jest jakaś wielka sztuka, która jest niedostępna, a ja jestem jakimś kapłanem, nie o to chodzi. Sztuka filharmoniczna, powiedzmy rzeczy, które chcę żeby należały do kultury wysokiej, (np. ktoś przychodzi na koncert i przeżywa pewne katharsis, tak to rozumiem), w dużym stopniu są zdeterminowane tymi zabawami. Wiele rzeczy wypróbowuję w tych właśnie dzwonkach komórkowych i innych zabaweczkach, to jest mój poligon doświadczalny. Pisząc właśnie takie drobne rzeczy, czy muzykę teatralną, zawsze sobie różne rzeczy kombinuję, które ewentualnie później wykorzystuję, ponieważ jest to dobra okazja do tego. A ludzie nawet tego nie percypują. Pomysły te wykorzystuję później nie w sensie stricte, tylko jakieś patenty, idee, a nie konkretne fragmenty. Nie rozpisuję później dzwonka na orkiestrę, nie o to chodzi.

MW: Właśnie mam jedno pytanie odnośnie tych dzwonków. Często się zdarza, ze w telefonach komórkowych często wykorzystuje się utwory znanych kompozytorów typu Bach czy Chopin. Co Ty o tym sądzisz?

MR: Dla mnie to jest świechtanie wielką sztuką, wyciąć kawałek Szopena i zrobić z tego dzwonek. To to samo jak cerata z Mona Lisą na stole, gdzie się tłucze mięso młotkiem.

MW: Czyli nie popierasz i jako wielki fan muzyki klasycznej nie użytkujesz takowych dzwonków?

MR: Nie, ja sam tworzę jakieś chore dzwonki (śmiech). Nie popieram tego świechtania, nie to, że te utwory są jakieś święte, ale są na tyle doskonałe, że nie warto. Nie wszystko można, trzeba darzyć te rzeczy pewną estymą.

MW: Czy w Twoim życiu, w Twoim komponowaniu jest Mistrz, ktoś kogo sobie bardzo cenisz?

MR: Jest kilku mistrzów, na pewno jednym z nich jest pani prof. Grażyna Pstrokońska- Nawratil, z która mam kontakt na studiach To jest na pewno mój mistrz. Jest świetnym kompozytorem ,ale też doskonale rozumie moje potrzeby, widząc moje utwory wie o co w nich chodzi i nie dyskutuje nad każdym dźwiękiem, tylko od razu łapie całe ideę i pozwala mi też na dużą samodzielność. Bardzo mi imponuje, że ona tak bardzo mi ufa. Zazwyczaj nie rozmawiamy o technicznych sprawach tylko bardziej ideologicznie. Naprawdę, to jest wielki mistrz i potrafi subtelnie na mnie wpłynąć, nie rozmawiając o konkretach tylko o jakiś innych rzeczach. Poza tym mistrzami są inni kompozytorzy mimo, że nie znam ich osobiście. Na pewno jest to Witold Lutosławski, a także kompozytorzy francuscy związani z muzyką spektralną, Gerard Grisey, Tristan Murail, na pewno są to moi mistrzowie, ale mam też kilku innych swoich ulubionych kompozytorów, którzy też w jakiś sposób na mnie wpływają. Jest to pewna pula twórców, z których czerpie inspiracje, warsztat i którzy po prostu pokazali mi na czym polega muzyka dzisiaj. Kocham też Chopina na oraz innych dawnych kompozytorów. Kocham Bacha, Gesualdo da Venosę, ale jeśli chodzi o taką czystą dźwiękowość to na pewno jest wielu kompozytorów, którzy są mi bliscy. Wierzę w to i tak mi się wydaję, że nie ulegam jakiemuś eklektyzmowi i nie przepisuje ich partytur. Niesamowitą inspiracją jest dla mnie György Ligeti, który uczy mnie w jaki sposób można kształtować rytm, a z drugiej strony emocjonalność Giacinto Scelsiego też robi na mnie niesamowite wrażenie, ale moja muzyka jest zupełnie inna.

MW: Słyszałam taką plotkę, że to czym żywi się kompozytor ma wpływ na jego muzykę. Czy to prawda?

MR: (śmiech) Nie wiem, ale mój profesor od muzyki komputerowej, Cezary Duchnowski gdy dowiedział się, że kupiłem 8 kg parówek w promocji (takie życie studenckie), powiedział, że jeżeli jem dużo mięsa to później moja muzyka jest agresywna.

MW: Zgadzasz się z tym?

MR: Raczej nie, traktuje to w formie żartu, choć niewątpliwie jeśli ktoś je same pomidory to jest apatyczny i pewnie nie jest w stanie napisać nic żywiołowego.

MW: Dziękuję Ci bardzo za wywiad i życzę Ci, żebyś Twoja muzyką dosięgnął swoich mistrzów.

MR: Ja również dziękuję bardzo, cała przyjemność po mojej stronie.

Comments | Komentarze


Brak komentarzy | No comments yet

Skomentuj | Leave a reply
Comment Form